Na skrajnych biegunach

Z przyczyn oczywistych nie było tu majowych widokówek, ale właśnie dlatego, że ten miesiąc był tak skrajny, doskonale widać dwie sprawy, o których chciałam Wam powiedzieć.

Życie każdego z nas może zmienić się w każdej chwili z dnia na dzień, bez uprzedzenia.

To brzmi tak banalnie i oczywiście, ale czy powtarzasz to sobie w głowie co jakiś czas?

Czy zdajesz sobie sprawę, że to szczęście i spokój, które dziś masz w garści jutro może być tylko wspomnieniem dobrych czasów?

Nie oznacza to, że masz się bać, czy unikać wszystkiego z przezorności, ale poprostu świadomiej cieszyć się z dzisiaj i doceniać je.

Życie z chorobą jest właśnie takim docenianiem chwili.

Dziś jest pięknie, jest dobre samopoczucie, jest siła.

Jutro wali wszystko co się wypracowało i przypomina, że choroba jest i będzie i tylko na chwilę stała się mniej dotkliwa.

Popatrzcie na to zdjęcie. Tak wygląda nasza karta. Jest dobrze, żle i znów dobrze. Na zmianę.

Jednego dnia jesteśmy na biegunie szczęścia, następnego na biegunie cierpienia…

Czy na górze, czy na dole, przechodzimy przez to razem.

Bo to miłość właśnie.

Oprócz tego, że bieguny zmieniamy fizycznie, zmieniając dom, las i jezioro na szpitalną salę, a spacery na inhalacje i oklepywanie, jest jeszcze druga płaszczyzna.

Musimy zmieniać bieguny emocjonalne.

Byc może nasza rodzina jest trochę układem słonecznym, w którym centrum jest Jagódka (bo świeci najjaśniej;))

W tym układzie każdy jest na swojej niepowtarzalnej planecie, która ma swoje życie, plany.

Każde z dzieci kocham równie mocno i właśnie dlatego w ułamkach sekund z bieguna troski o Jagodę teleportuję się na biegun radości z sukcesów starszych dzieci.

To trudne, ale serce jest tak pojemne, że pomieści troski jednych i radości drugich.

Widoki puszczy zamieniliśmy na widoki świtu nad szpitalem

Życie na walizkach… też może mieć wiele znaczeń :/

Znacznie bardziej wolę pakować się na wczasy

Pamiętacie, że Franek był rok na Edukacji Domowej?

Jeszcze kiedy Jagoda była pod respiratorem przyszedł termin egzaminu. Pękam z dumy!

Franek poszedł do klasy sam, komisja składała się z Pani dyrektor, Pani wychowawczyni, Pani anglistki i Pana katechety. Pokazywał wszystko co przerabiał, co czytał, malował i odpowiadał na pytania z każdego przedmiotu.

Ja chodziłam wokół szkoły i obgryzałam paznokcie;)

Po godzinie wyszedł wyprostowany i zadowolony:)

To była wspaniała przygoda. Odkryliśmy jego nowe talenty, każdego dnia uczyliśmy się , ale według naszych zasad, potrzeb i tempa. Na pytanie czy chciałby wrócić do szkoły, narazie rzuca krótke: „nie”! 🙂

Ola poszła za głosem serca, zdała dwuetapowe przesłuchania i w nowym roku rozpoczyna szkołę muzyczną:)

A ja lubię chodzić za nimi, kibicować i patrzeć jakie ścieżki obierają:)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: